Tomasz Lewicki
Pasja. Wiedza. Doświadczenie.
To hasło przyświeca mi od początku działalności planetarium Bajkonur, czyli od 2010 r. do dzisiaj.
Pasja towarzyszyła mi od zawsze. Lubiłem „dzielić się” Wszechświatem z każdym, kto wykazał chociaż odrobinę zainteresowania. Pozostało mi to do teraz.
Wiedza przychodziła z czasem. Książki, atlasy nieba, czasopisma popularne i niszowe, i w końcu podręczniki akademickie, ponieważ wybrałem astronomię jako kierunek studiów wyższych. Zostałem astronomem, ale nie poświęciłem się karierze naukowej, bo od siedzenia przed komputerem i obróbki danych zdecydowanie bardziej interesowało mnie bezpośrednie przekazywanie wiedzy o Kosmosie.
Doświadczenie zdobywałem długo przed tym, zanim otworzyłem swoje „sztuczne niebo” dla młodej publiczności. Od 1999 r. prowadziłem okazjonalne prelekcje i pokazy nieba, tworzyłem stronę internetową poświęconą astronomii. Opowiadałem o całkowitych zaćmieniach Słońca, których byłem świadkiem na kilku kontynentach.
Przez kilka lat uczestniczyłem jako wolontariusz w akcji „Wakacje w planetarium”, organizowanej przez Muzeum Mikołaja Kopernika we Fromborku. Wraz z pochodzącymi z całej Polski przyjaciółmi o podobnych zainteresowaniach samodzielnie prowadziłem seanse w planetarium, organizowałem publiczne pokazy nieba, opowiadałem o życiu wielkiego astronoma i jego dziele napisanym w małym miasteczku na Warmii.
W latach 2007–2011 w ramach Podboju Polskich Planetariów odwiedziłem wszystkie ówcześnie działające planetaria małe i duże, publicznie dostępne i zamknięte dla szerokiej publiczności.
Uruchomienie własnego planetarium było naturalną konsekwencją wcześniejszych działań i wieloletniego zainteresowania niebem. Niezależne, prywatne planetarium daje mi niezwykłą możliwość opowiadania o Kosmosie tym, którzy są najbardziej chłonni na wiedzę — dzieciom i młodzieży. Dlatego od 15 lat jeżdżę do szkół i przedszkoli, by przychylać dzieciom nieba — w przenośni i dosłownie. Pod pięciometrową kopułą prezentuję autorskie seanse oraz filmy fulldome, których nie ma nikt inny w Polsce. Działam od 2010 r., inni uczą się ode mnie. Tak się bowiem składa, że na rynku edukacyjnym działa obecnie kilkadziesiąt przenośnych planetariów, jednak zdecydowana większość z nich bazuje na kilku tytułach, które ma również konkurencja, przez co w różnych kopułach oglądamy te same treści. Moje podejście jest inne, ponieważ zdecydowaną większość seansów prowadzę na żywo. Ważnym aspektem jest jakość obrazu — większość przenośnych planetariów jest wyposażona w tanie w zakupie lustro sferyczne, które wyświetla na kopule obrazy niskiej jakości. W moim planetarium od samego początku, jako pierwszy w Polsce, postawiłem na jakość nie tylko w treści, ale i w sprzęcie. W kopule planetarium Bajkonur działa droższe, ale nieporównywalnie lepsze rozwiązanie stosowane w nowoczesnych planetariach stacjonarnych — obiektyw „rybie oko”.
A cena biletu? Cóż, przystępna, a nawet niższa niż w wielu innych przenośnych planetariach zatrudniających obsługę do rozstawienia sprzętu i wyświetlenia filmu. Nigdy nie traktowałem planetarium jako maszynki do zarabiania pieniędzy, a raczej jako sposób na życie i niestandardową możliwość opowiadania o Wszechświecie. Obserwuję bowiem niezdrowe zjawisko uruchamiania kolejnych planetariów wyłącznie dla zysku, bez oglądania się na wartości edukacyjne.
Doświadczenie, pasja i wiedza — czy może być lepsze połączenie?