Dzisiaj miałam ciekawy dzień. Tato bawił się ze mną piłkami. Było mnóstwo zabawy! Usiedliśmy na podłodze, a tato ustawił kolejno wielką dmuchaną żółtą piłkę plażową, za nią średnią niebieską piłkę ze Smerfami, a na końcu niedużą różową piłeczkę z gąbki. Próbowałam mu powiedzieć, że zabawa z piłkami polega na ich toczeniu i odbijaniu od mebli, ale zupełnie mnie nie słuchał, cierpliwie układając piłki jedna za drugą i nie zwracając uwagi na moje radosne próby rozrzucenia ich po całym pokoju.

– Posłuchaj i popatrz, Bereniko – powiedział tato biorąc mnie na kolana. Na chwilę się uspokoiłam, bo kiedy tato mówi „posłuchaj i popatrz”, zazwyczaj szykuje się interesująca opowieść. Tato mówił dalej:
– Wczoraj pytałaś mnie o Księżyc i zaćmienie. Nasze piłki wyjaśnią, skąd bierze się zaćmienie Księżyca. Chcesz się dowiedzieć?
-A-a – potwierdziłam szybko.
– Dobrze. Ta wielka piłka to Słońce. Jest żółta tak jak ono i większa od dwóch pozostałych piłek. Średnia to Ziemia – planeta, na której żyjemy. Dobrze się składa, że są na niej Smerfy, bo Smerfy są niebieskie i Ziemia też jest niebieska.
– Jak to niebieska? Przecież ziemia jest czarna, albo brązowa, ale nie niebieska – zdziwiłam się.
– Nie ziemia, tylko Ziemia – uśmiechnął się tato. – Ziemia pisana z wielkiej litery, a nie z małej. Jeśli napiszesz „ziemia” przez małą literę „z”, wszyscy pomyślą, że masz na myśli twardy grunt pod nogami, a jeśli przez wielkie „Z”, to myślisz o całej planecie.

To było w miarę jasne: ten kawałek ziemi, na którym stoję obok wózka jest przecież tylko kawałkiem tej wielkiej Ziemi, na której mieszkam z mamą i tatą. Wielkie „Z” jest większe od małego „z” – wszystko się zgadza!

Byłam dumna z siebie, że to zrozumiałam, a tymczasem tato mówił dalej:

– Ziemia jest niebieska, bo większość jej powierzchni zajmuje woda. Popatrz – mówiąc to, tato wstał i sięgnął na półkę po stojący tam mały globus. – Widzisz, ile tutaj niebieskiego koloru? – globus obracał się przed moimi oczami, a tato szybko go zabrał, bo zaczęłam wyrywać mu go z rąk, i mówił dalej:

– Słuchaj dalej, Bereniko. Ziemia jest mniejsza od Słońca, i nasza piłka ze Smerfami jest mniejsza od piłki plażowej. Proporcje trochę się nie zgadzają, bo Ziemia jest ponad 100 razy mniejsza od Słońca, i w dodatku powinna być dużo dalej od niego, a my nie mamy takiego wielkiego pokoju – roześmiał się tato.

Nie wiedziałam, co to takiego ta proporcja i dlaczego nasz pokój powinien być większy, ale zrobiłam mądrą minę. Widocznie to coś bardzo ważnego.

– Trzecia piłka, najmniejsza, to Księżyc – powiedział tato, podając mi różową piłeczkę. Jak zwykle próbowałam ją ugryźć, ale tato odebrał mi Księżyc – przepraszam, piłkę – i ułożył ją za Ziemią, czyli niebieską piłką.

– Nie gryź piłki, bo nie będzie zaćmienia – postraszył mnie tato, ale widziałam, że żartuje. – Teraz słuchaj uważnie. Słońce cały czas świeci. Jest taką jakby wielką żarówką, która oświetla wszystko, co krąży dookoła niego, między innymi Ziemię i Księżyc. Jeśli coś jest oświetlone, to rzuca cień. Rozumiesz?
– A-a.
– Skoro nie do końca rozumiesz, to zaraz ci to pokażę. Zaczekaj.

Tato przyniósł z szafy latarkę, zasłonił okna, odłożył żółtą piłkę na bok, a na jej miejscu postawił latarkę. Gdy ją włączył, wszystko stało się jasne. Wyraźnie widziałam cień rzucany przez Ziemię, czyli niebieską piłkę, na podłogę. Tato wziął do ręki Księżyc, czyli różową piłeczkę, i zaczął okrążać nią Ziemię. Księżyc najczęściej był w całości oświetlony przez latarkę, ale czasami zasłaniała go Ziemia i wtedy stawał się ciemniejszy.

– Na tym właśnie polega zaćmienie Księżyca, Bereniko – powiedział tato, a ja zrozumiałam, że on cały czas coś do mnie mówił. Chyba tłumaczył mi po swojemu te wszystkie skomplikowane nachylenia orbit, cienie i półcienie, ale ja nic nie słyszałam. Zrozumiałam to po swojemu.

Jeszcze nie umiem rysować, ale tato włączył komputer i pokazał mi taki rysunek:

– Chcesz zobaczyć to na filmie? – spytał tato.
– A-a! – wykrzyknęłam głośno. Lubię, jak coś rusza się na ekranie komputera i jest kolorowe.
– Proszę bardzo:

 

Po obejrzeniu filmu prawie wszystko było dla mnie zrozumiałe. Prawie, bo nie do końca pojmowałam, dlaczego Księżyc jest czerwony, albo różowy, albo brązowy, a nie biały.

– To optyka, Bereniko – wyjaśnił tato tak naturalnym tonem, jakby każde małe dziecko wiedziało, co to takiego. Ach, zapomniałam – przecież ja jestem już duża. Chyba miałam niezbyt mądrą minę, bo tato przestał mówić, spojrzał na mnie bacznie i powiedział:

– Dobrze, tego nie będę ci dokładnie tłumaczyć. Najważniejsze jest to, że jeśli spojrzysz na Ziemię z odpowiedniej odległości i pod odpowiednim kątem, zobaczysz czerwoną otoczkę wokół niej. To nasza atmosfera, czyli powietrze, którym oddychamy. Jej kolor jest czerwony, albo żółty, albo pomarańczowy, czasami nieco brązowy albo różowy, tak jak niebo po zachodzie Słońca albo przed jego wschodem. Opowiem ci o tym kiedy indziej.

Na koniec tato pokazał mi, jak będzie wyglądać Księżyć jutro podczas zaćmienia. O, tak:

lunar eclipse

– Piękny, prawda? – spytał tato.

– A-a – kiwnęłam głową.

– Widzisz, Bereniko, jest tylko jeden kłopot. Zaćmienia potrafimy przewidzieć na setki, a nawet tysiące lat naprzód. Ale nie wiemy, jaka będzie jutro pogoda i czy zobaczymy zaćmienie – westchnął tato. – Jutro jadę na cały dzień niedaleko stąd, i będę opowiadał w naszym planetarium o zaćmieniu. Mam nadzieję, że moi widzowie będą mieli okazję ujrzeć je w nocy na prawdziwym niebie.

Ja jestem pewna, że niebo zrobi nam jutro wspaniałą niespodziankę. A teraz, kiedy już wiem, skąd bierze się zaćmienie Księżyca, to czy mogę w końcu pobawić się piłkami…? Spojrzałam na tatę z szerokim uśmiechem, dotykając różowego Księżyca.

– Tak, Bereniko, teraz możesz zrobić własne porządki w Układzie Słonecznym – zażartował tato i pchnął Słońce w moją stronę.

Ale była zabawa!

PS. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o jutrzejszym zaćmieniu, zajrzyjcie tutaj albo tutaj lub zerknijcie na to podsumowanie.