Minął niemal miesiąc od tranzytu Wenus – czas na mocno spóźnione podsumowanie.

Kilkaset osób obejrzało seans przygotowany z okazji tego zjawiska, ponad 200 uczniów świdnickich szkół średnich wzięło udział w wykładzie, jaki w przeddzień tranzytu poprowadziłem w sali teatralnej Świdnickiego Ośrodka Kultury. Opowiadałem o zjawiskach zaćmieniowych, skupiając się rzecz jasna na przejściu Wenus na tle tarczy słonecznej. Przybliżyłem słuchaczom historię obserwacji tranzytów, opowiedziałem, dlaczego kilka wieków temu organizowano kosztowne wyprawy w różne części świata, a na koniec pokazałem, czego można się spodziewać następnego poranka. Odbył się również krótki quiz, w którym nagrodami były szkła spawalnicze do bezpiecznej obserwacji tranzytu.

Chociaż deszczowa pogoda i niebo szczelnie zasnute chmurami w dzień wykładu zdawały się sugerować, że wszystko, co pokazałem i powiedziałem podczas spotkania z młodzieżą pozostanie jedynie teorią, prognoza pogody ICM dla Świdnicy dawała duże szanse na sukces:

Po południu tego samego dnia w klatkach schodowych naszego budynku oraz w lokalnym sklepie powiesiliśmy plakaty i ulotki z informacjami o tranzycie oraz zaproszeniem na wspólne obserwacje następnego poranka.

Wieczorem Berenika wyciągnęła swój karton do malowania i wspólnie stworzyliśmy wariację na temat Słońca i Wenus:

Tranzyt zaczynał się około północy czasu polskiego, dlatego w naszym kraju nie mogliśmy oglądać tego momentu – Słońce było wówczas schowane głęboko pod horyzontem. Na szczęście w wielu miejscach w Internecie trwały transmisje na żywo, a dzięki teleskopom krążących na orbitach wokółziemskich można było oglądać, jak Wenus stopniowo zbliża się do krawędzi tarczy Słońca.

Dopiero gdy Słońce w Polsce wzeszło (w Świdnicy stało się to ok. 4:45), wyposażeni w odpowiednie filtry wyszliśmy na balkon.

Jest! Mała kropka w górnej części tarczy – to Wenus!

Teraz można się zrelaksować i spokojnie napić kawy, zerkając na Słońce „zaćmione” przez Wenus:

Ewentualnie zerknąć przez teleskop:

Albo przez camera obscura

Pomimo naszych obaw o to, czy ktoś w ogóle odpowie na nasze zaproszenie, kilkanaście minut po rozpoczęciu obserwacji pojawili się pierwsi chętni. Wyniosłem zatem przed dom dwa teleskopy – Coronado PST do bezpośrednich obserwacji oraz „Mirosława”, czyli wysłużony radziecki teleskop Tał-1 z autografem gen. Mirosława Hermaszewskiego na tubusie:

W międzyczasie dołączyli do nas kolejni chętni:

Czas płynął, temperatura rosła – gdy zaczynaliśmy obserwacje o wschodzie Słońca, były zaledwie 3 stopnie powyżej zera! Pojawiło się też nieco chmur, ale niegroźnych; zasłoniły Słońce na około 10 minut.

Kilka minut po 6 obudziła się Berenika:

W samą porę – do końca tranzytu zostało jeszcze 45 minut. Akurat tyle, by zmienić pieluszkę, wypić butelkę ciepłego mleka, umyć się, ciepło ubrać i zejść z mamą na dół, by zobaczyć pierwszy i ostatni tranzyt w życiu!

Powoli, ale nieuchronnie zjawisko zbliżało się do końca… Wenus dotknęła krawędzi tarczy Słońca i stopniowo ją opuszczała, co trwało około 20 minut. Ostatni tranzyt Wenus za naszego życia przechodził do historii.

To był fantastyczny poranek. Udało się wszystko: dopisała pogoda, pojawili się widzowie. Mogliśmy podzielić się z kimś naszą radości podziwiania zjawisk widocznych na niebie i przybliżyć ludziom Kosmos, którego jesteśmy częścią. Dziękujemy…!

…i do zobaczenia podczas tranzytu Merkurego w maju 2016 r. :)