Jeśli o jakimś wydarzeniu w życiu można powiedzieć, że jest jedyne w swoim rodzaju, niepowtarzalne, niezwykłe oraz z nutką zadumy pomyśleć, że nawet nasze dzieci czy wnuki nie będą miały okazji na ujrzenie tego, co dane było widzieć nam, to na pewno będzie to przejście planety Wenus na tle tarczy słonecznej, czyli inaczej tranzyt Wenus 6 czerwca 2012 r.Tak – to ostatnia okazja w życiu, więc szkoda byłoby ją zmarnować.

Ale o co chodzi?!

Ostatnia okazja w życiu? Tak, dosłownie i bez przesady. Kolejny tranzyt Wenus będzie można zobaczyć z Ziemi 11 grudnia 2117 r., czyli za 105 lat. Na czym polega to zjawisko? Mówiąc w skrócie, jest to „zmodyfikowana” wersja zaćmienia Słońca. Wenus – planeta wielkości Ziemi – znajdzie się na kilka godzin na jednej linii z nami i Słońcem, dzięki czemu będzie widoczna na tle jego jasnej tarczy. Takie zdarzenia są niezmiernie rzadkie – zachodzą w dość skomplikowanym rytmie. Oto pełna lista od chwili wynalezienia teleskopu do dzisiaj:

  • 1631 – 1639
  • 1761 – 1769
  • 1874 – 1882
  • 2004 – 2012

Co tu dużo mówić: jesteśmy szczęściarzami!

Jak przygotować się do obserwacji?

Podczas obserwacji Słońca – a do tego sprowadza się oglądanie tranzytu – obowiązują trzy podstawowe zasady: ostrożność, rozwaga, rozsądek. Przede wszystkim…

Nie patrzymy na Słońce bezpośrednio („gołym okiem”) ani przez jakikolwiek przyrząd optyczny – lornetkę, lunetę, teleskop, aparat fotograficzny – bez odpowiednich filtrów.

Jeśli nie wiesz jak „obsługiwać” Słońce przez lornetkę czy teleskop, nigdy tego nie robiłeś/aś – nie próbuj na własną rękę. Skorzystaj z podpowiedzi doświadczonych obserwatorów, nie lekceważ ich wskazówek.

Słońce może być niebezpieczne – nie patrz na nie zbyt długo i bez potrzeby.

Nasza Dzienna Gwiazda – dla nas najważniejsza w Kosmosie, dająca nam światło i ciepło – wysyła ku nam promieniowanie niosące energię. Dzięki światłu widzialnemu postrzegamy świat wokół nas, podczerwień odczuwamy jako ciepło, a ultrafiolet lubiany jest przez miłośników plażowego wypoczynku oraz bywalczynie i bywalców solariów jako ten czynnik, który nadaje skórze opaleniznę.

Dla oka niebezpieczne są nadmierne ilości każdego z tych trzech rodzajów promieniowania: możemy zostać oślepieni chwilowo lub na dłużej, a w skrajnych przypadkach na zawsze. Świat jest zbyt fajnym miejscem, by tracić wzrok przez własną nieuwagę lub – nie bójmy się tego powiedzieć – głupotę.

Jak NIE obserwować tranzytu?

Bardzo dobre pytanie! Oto kilka odpowiedzi, niektóre się powtórzą, ale o bezpieczeństwie wzroku trzeba mówić do znudzenia:

  • gołym okiem,
  • spoglądając bezpośrednio przez teleskop, lunetę, lornetkę, aparat fotograficzny,
  • przez okulary przeciwsłoneczne – mają chronić przed intensywnym światłem rozproszonym, a nie bezpośrednim światłem Słońca,
  • przez okopcone nad świeczką szkło,
  • przez płytę kompaktową (CD lub DVD),
  • przez dyskietkę
  • przez folię do kwiatów,
  • przez kliszę rentgenowską.

Jak robią „to” astronomowie?

Cóż, po prostu wiedzą, jak się prawidłowo zabezpieczać :) Najczęściej stosują odpowiednie filtry, pochłaniające niemal całe światło słoneczne, do oka przepuszczające tylko ułamek procenta całkowitego blasku. Ewentualnie stosują tzw. metodę projekcyjną, czyli rzutują obraz Słońca przez teleskop na ekran, którym może być zwykła kartka papieru. Teleskop (lub lornetka) skierowany jest ku Słońcu, światło „wpada” przez obiektyw, przechodzi przez soczewki lub odbija się od luster, „wypada” okularem i może być bezpiecznie oglądane w powiększeniu. Wygląda to mniej więcej tak:

Można również użyć taniego i łatwo dostępnego szkła do maski spawalniczej. W każdej hurtowni z urządzeniami i materiałami dla spawaczy można je kupić za śmieszne pieniądze (ja kupowałem za 1 i 2 zł). Należy jednak pamiętać, że szkła mają różną przepuszczalność swiatła, a poznać to można po ich numerze. Najlepsze są szkła nr 13 i 14 – każdy sprzedawca będzie wiedział, o co pytacie. Szkło przykładamy po prostu do oczu – bez teleskopu czy lornetki! – i spoglądamy na Słońce. Najlepiej dodatkowo osłonić oczy tworząc z dłoni coś w rodzaju „klapek”, by zmniejszyć ilość światła wpadającego z boku.

Inną sprytną metodą znaną od stuleci jest camera obscura – w najprostszej wersji jest to kartonowe pudełko lub tuba z jednym końcem oklejonym folią aluminiową. W kartonie lub folii wykonany jest mały (naprawdę mały – poniżej 1 mm) okrągły otworek. Skierowany dokładnie ku Słońcu powinien dać na drugim końcu (ścianie kartonu lub naklejonym na wylot tuby kawałku kalki technicznej) dość wyraźny, chociaż nieco rozmyty i odwrócony „do góry nogami” obraz Słońca.

Niejako odwróceniem camera obscura jest odpowiednio przygotowane lustro odbijające do ciemnego pomieszczenia lub kartonu obraz Słońca. Można użyć większego lusterka kosmetycznego, zaklejając je uprzednio prawie w całości ciemną taśmą lub przyklejając na nim kawałek czarnego papieru z wyciętym w nim otworem o boku ok. 5 mm. Tak przygotowanym lusterkiem „puszczamy zajączki”. Najlepiej kierować wiązkę światła do zaciemnionego pokoju ze względu na lepszy kontrast i możliwość ujrzenia szczegółów.

Ostatni sposób to… Internet. Jeśli masz obawy przed prowadzeniem obserwacji na własną rękę albo nie masz pod ręką odpowiednich przyrządów lub – tfu, tfu! – Słońce jest skryte za chmurami, w globalnej sieci będą prowadzone transmisje na żywo.

Co mogę zobaczyć?

Szczerze? Hmmm, mniej więcej tyle:

Widok (może) nie jest zbyt porywający, ale postarajmy się go przeanalizować:

  • ta jasna plama to Słońce, a ciemna, idealnie okrągła, to Wenus,
  • Słońce to gwiazda, a Wenus to planeta,
  • Słońce to jedyna gwiazda, którą możemy oglądać bezpośrednio i w szczegółach,
  • Wenus jest bliżej Słońca niż Ziemia, a w chwili tranzytu jest marne 40 mln km od nas. W skali kosmicznej to naprawdę niewiele, bliżej jest tylko Księżyc,
  • Wenus obiega Słońce i bardzo powoli obraca się wokół własnej osi,
  • Ziemia też obiega Słońce i obraca się znacznie szybciej niż Wenus – w 24 godziny,
  • Słońce również się obraca, poza tym podróżuje przez Galaktykę ciągnąc swoją planetarną rodzinę za sobą,
  • podsumowując: z ruchomej Ziemi oglądamy ruchomą Wenus na tle ruchomego Słońca.

Wszystko we Wszechświecie się zmienia i jest w ciągłym ruchu. Czy zaczynasz to czuć…? Jeśli tak, to doskonale – może budzi się w Tobie dreszcz emocji podobny temu, jaki czują naukowcy, gdy odkrywają coś nowego. Każdy z nas odkrywa świat dla siebie, a nic nie daje tyle radości, co własne małe odkrycia i spostrzeżenia.

Może się zdarzyć, że oprócz Wenus zobaczysz też na tarczy słonecznej nieregularne plamki różnej wielkości, raczej szare niż czarne. To tzw. plamy słoneczne – chłodniejsze miejsca na powierzchni naszej gwiazdy (więcej o plamach poczytasz tutaj). Zazwyczaj taka niepozorna plamka jest większa od Ziemi, a zatem i większa od Wenus (obie planety są praktycznie takiej samej wielkości). Wenus będzie jednak większa od plam, ponieważ w chwili tranzytu będzie prawie 4 razy bliżej Ziemi niż Słońca. Gdyby była w takiej samej odległości jak gwiazda, wokół której krąży, byłaby cztery razy mniejsza.

Po co to zamieszanie?

Powodów jest kilka:

  • to ostatni raz w życiu, a dla tych, którzy nie widzieli tranzytu w 2004 r. wręcz jedyny,
  • to unikalna okazja, by poczuć, że jesteśmy częścią Wszechświata, a nie widzami w kosmicznym teatrze stworzonym dla naszej uciechy,
  • to podróż w przeszłość – do czasów, gdy obserwatorzy w różnych częściach świata czuli wzruszenie i radość widząc to, co wcześniej w pocie czoła obliczali na papierze tygodniami, a nawet latami drżąc w oczekiwaniu, czy ich przewidywania się spełnią. Dzisiaj robią to za nas bezduszne komputery, w ułamkach sekund wypluwające daty tranzytów na tysiące lat naprzód,
  • to radość z własnych obserwacji (tak, przez chwilę staniesz się astronomem!),
  • dla ambitniejszych to możliwość uczestniczenia w światowym projekcie pozwalającym za pomocą bardzo prostych pomiarów czasu raz jeszcze obliczyć odległość Ziemi od Słońca, a w efekcie zmierzyć cały Układ Słoneczny. Teraz robimy to znacznie dokładniej i innymi metodami, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by sięgnąć po stare sposoby i sprawdzić, na ile stać nasze oczy.

Mało?

  • opowiesz znajomym i rodzinie o tym fantastycznym widoku i chociaż popatrzą na Ciebie jak na wariata, i tak będziesz żyć ze świadomością, że…
  • i tutaj wróć kilka linijek wyżej, do początku tego rozdziału, czyli „to ostatni raz w życiu…” :)

Tak, chcę zobaczyć tranzyt! Co mam robić?

Przede wszystkim 5 czerwca – w przeddzień tranzytu – nastawić sobie budzik na godzinę, która dla większości ludzi nie istnieje, czyli mniej więcej 4 rano. Przepraszam, ale nie ja to wymyśliłem – Ziemia po prostu ustawi się tak, że w naszym kraju Słońce wzejdzie, gdy Wenus zdąży już przewędrować spory kawałek po jego tarczy. Całe zjawisko potrwa ponad 6,5 godziny, ale w Polsce zobaczymy tylko ok. 2-3 godzin zjawiska, zależnie od miejsca, w którym mieszkamy. Tam, gdzie Słońce pokazuje się na niebie najwcześniej, czyli na północnym wschodzie, tranzytem będzie można cieszyć się najdłużej. Najkrócej Wenus będzie widoczna dla obserwatorów na południowym zachodzie Polski.

Ale jak sprawdzić, o której godzinie wschodzi u mnie Słońce? To bardzo proste: wchodzimy na stronę http://www.meteo.pl, wybieramy pomarańczową zakładkę Prognoza pogody – Model UM, a następnie klikamy w nazwę jednego z miast wojewódzkich bądź klikamy Wybierz inną miejscowość. Pojawia się nowe okienko z mnóstwem tajemniczych i bardzo kolorowych wykresów. Nie ulegamy panice, tylko spoglądamy na białe tło nad wykresami i odczytujemy godzinę wschodu Słońca. Proste? Proste!

Resztę kolorowego rysunku w zasadzie możemy pominąć, chociaż to nasz wielki sprzymierzeniec. To najdokładniejsza prognoza pogody w polskim Internecie. Wtajemniczeni w czytanie plątaniny kresek, kropek, linii, słupków i rozbudowanej legendy potrafią określić pogodę na najbliższe 60 godzin z dokładnością do 1 godziny, a przy nabraniu wprawy nawet 30 minut.

Jeśli 6 czerwca na pierwszym wykresie od dołu zobaczymy wyłącznie błękit, możemy skakać z radości – niebo powinno być bezchmurne. Jeśli pojawia się tam szary lub biały kolor, możemy czuć zaniepokojenie. Ale jeśli na drugim wykresie od góry zobaczymy zielone słupki, to znaczy, że jest niedobrze – to deszcz, a skoro deszcz, to i chmury.

Wtedy pozostaje nam tylko zaklinać pogodę, ewentualnie pojechać do innego miasta, gdzie pogoda jest bardziej obiecująca, albo zasiąść przed komputerem i oglądać transmisję tranzytu przez Internet.

To paradoks, że tranzyty, zaćmienia, przeloty komet czy ruchy planetoid potrafimy przewidzieć na tysiące lat naprzód, a nie wiemy, jaka dokładnie będzie następnego ranka…

Powodzenia!