Tato długo stał dzisiaj na balkonie wpatrując się w niebo migoczące gwiazdami. Szykowałam się już do kąpieli układając swoje zabawki w skrzyni, gdy tato wszedł szybko do pokoju, powiedział „pokażę ci coś” i wziął mnie na ręce. Na balkonie pokazał mi palcem jakiś punkt na niebie. Wpatrywałam się w niego ze zmarszczonymi brwami, gdy nagle… Tak, widzę! To się rusza!

– O, o, o! Tam, tam! – zaczęłam podskakiwać i machać ręką.

– To sztuczny satelita, Bereniko – uśmiechnął się tato. – Jeden z setek, jakie krążą nad Ziemią. Dzięki nim ludzie mogą oglądać telewizję, rozmawiać przez telefon nawet z najbardziej odległych zakątków Ziemi tak, jakby byli w sąsiednim pokoju, lepiej potrafią przewidywać pogodę, wykonywać coraz dokładniejsze mapy naszej planety i bezbłędnie trafiać do celu. Satelity mają wiele zastosowań.

– Tak się składa, że dzisiaj mijają 54 lata od chwili, gdy pierwszy sztuczny satelita zaczął krążyć wokół Ziemi – mówił dalej tato. – Nazywał się Sputnik, czyli po rosyjsku towarzysz podróży. Rakietę, na pokładzie której był Sputnik, wystrzelono z kosmodromu Bajkonur w kraju, który dzisiaj już nie istnieje – ze Związku Radzieckiego. Teraz jest tam inne państwo – Kazachstan.

Towarzysz podróży? Kraj, który nie istnieje? Bajkonur? Ta ostatnia nazwa brzmiała znajomo w mojej skołowanej głowie. Tak przecież nazywa się przenośne planetarium prowadzone przez tatę i mamę!

Tato zdawał się nie dostrzegać mojego wysiłku, by to wszystko pojąć:

– Sputnik był niewielką metalową kulą, do której przyczepione były cztery metalowe pręty będące antenami takimi jak ta na dachu naszego auta. Dobrze odbijał światło, więc było go widać z powierzchni Ziemi. W środku kuli był nadajnik radiowy i coś w rodzaju termometru, jakim sprawdzamy, czy nie jesteś chora.

Zakaszlałam.

– O, właśnie to robił Sputnik – roześmiał się tato. – No, może nie kaszlał tak jak ty, ale piszczał.

Zapiszczałam, a tato skrzywił się i podrapał w ucho.

– Właśnie tak, tylko że Sputnik piszczał bez wiele dni  kilka razy w ciągu jednej sekundy. Na Ziemi można było posłuchać tych sygnałów. Mimo tego, że był tak prostym urządzeniem, zmienił nasz świat na zawsze. Po nim były kolejne sztuczne satelity, a nawet teleskopy kosmiczne, zalogowe statki i stacje krążące wokół Ziemi. Czasami ludzie mówią „sputnik” na każdego sztucznego satelitę.

Coś szybko mignęło na niebie. Wyciągnęłam rękę w tym kierunku i pytająco spojrzałam na mamę, która od dłuższej chwili przysłuchiwała się naszej rozmowie.

– Nie, Bereniko, to nie był sputnik. To spadająca gwiazda. Zdążyłaś pomyśleć życzenie? – spytała mama.

Pokręciłam głową.

– Ja też nie – westchnął tato. – Ale, ale… Zobaczcie, tam coś leci. I nie jest to samolot!

Pomachałam ręką do małego, ledwo widocznego świecącego punktu przesuwającego się po niebie. Może ktoś tam siedzi i też do mnie macha…?