Dzisiaj nie mogę zasnąć. Wiercę się w swoim łóżeczku, rzucam i w ogóle jestem niespokojna. Nudzę się, mówię do siebie i podśpiewuję jak umiem. Po baaardzo długiej chwili drzwi do pokoju powoli się uchylają i staje w nich tato. Zaczynam radośnie wierzgać na jego widok i podnoszę się, w czym przeszkadza mi plącząca się pod nogami kołderka.

– Bereniko, nie śpisz? – pyta tato. – Jest bardzo późno.

Próbuję wytłumaczyć tacie, że to wszystko przez wycieczki, które ostatnio odbywamy: do Cieszyna na piknik meteorytowy, do Zagórza Śląskiego czy Barda. Tyle nowych miejsc, ludzi i widoków!

– Chodź, Bereniko. Popatrzymy na Księżyc – mówi tato i otwiera okno.

O tak, Księżyc jest fajny. Czasami, gdy wschodzi, jest duży i żółty albo pomarańczowy, ale po chwili blednie i świeci coraz wyżej. Dzisiaj jest właśnie taki – jasny, ale nie okrągły. Jak to mówi mama, jest już po pełni. Pełnia to inaczej duży, zupełnie okrągły i bardzo jasny Księżyc. Podobno niektórzy uważają, że podczas pełni gorzej się śpi, a psy – takie jak ten, które ozdabiają mój śliniak i butelkę na mleko – wyją długo do Księżyca. Nie wiem, czy to prawda.

– Czy wiesz, Bereniko, że dzisiaj jest wyjątkowa noc? – rozpoczął opowieść tato. – Mijają właśnie 42 lata od chwili, gdy pierwsi ludzie wylądowali na Księżycu w statku nazwanym Orzeł. To było dawno temu, zanim ja pojawiłem się na świecie. Ale mój tato, a twój dziadek opowiadał mi, że był wtedy na wakacjach i widział spacer Neila Armstronga i Buzza Aldrina – nazywamy ich astronautami – po powierzchni Księżyca. Jedyny we wsi telewizor stał w stodole, a dookoła niego mnóstwo zaciekawionych widzów. Gdy lądownik, którym przylecieli astronauci osiadł na powierzchni, Neil Armstrong wypowiedział znane słowa: Orzeł wylądował. To musiało być niezwykłe przeżycie – rozmarzył się tato.

Ludzie na Księżycu? To wydało mi się dziwne. Przecież mama mówiła mi kiedyś, że na Księżycu nikt nie mieszka, bo nie ma tam powietrza, którym oddychają ludzie. Jak wobec tego mogli tam spacerować…?

Tato zobaczył, że marszczę czoło, i zaczął wyjaśniać:

– Na Księżycu nie ma życia, bo nie ma tam wody i powietrza. Jest tam na przemian gorąco i zimno. To bardzo niegościnne miejsce. Ale ludzie są mądrzy i zabrali w podróż na Księżyc plecaki z powietrzem oraz zapasy wody i jedzenia – tak jak my, gdy jedziemy na wycieczkę. Dzięki temu mogli przetrwać ponad tydzień w przestrzeni kosmicznej i bezpiecznie wrócić na Ziemię.

– Ludzi na Księżyc zabrała ogromna rakieta – włączyła się do rozmowy mama, która niepostrzeżenie stanęła obok nas patrząc na chowającą się w chmurach księżycową tarczę. – Podróż w statku Apollo 11 w jedną stronę trwała 3 dni, ale na powierzchni Księżyca astronauci byli bardzo krótko – niecałą dobę. Spacerowali znacznie krócej, nieco ponad 2 godziny. Tak naprawdę poleciało ich trzech, ale ten trzeci – Michael Collins – został sam w statku kosmicznym okrążającym Księżyc przez cały czas, gdy jego koledzy byli na powierzchni. Był tak blisko, a nie mógł dotknąć księżycowych skał. Dziwne, prawda?

Dziwne. I smutne. Jeśli ja polecę kiedyś na Księżyc, to na pewno nie dam się zamknąć w statku latającym dookoła. Chcę wylądować i już!

– Tak naprawdę by ci trzej astronauci mogli polecieć na Księżyc i bezpiecznie z niego wrócić, minęło kilka lat wytężonej pracy setek tysięcy ludzi, których nazwisk nie zna nikt poza nimi samymi. Tak to już jest, że aby ktoś przeszedł do historii, inni muszą pozostać w cieniu – zamyślił się tato.

– Zrozumiesz to kiedyś – dokończyła mama widząc moją niewyraźną minę. – Jedni ludzie projektowali i budowali rakietę, inni statek kosmiczny, który obiegał Księżyc w oczekiwaniu na ludzi, którzy po nim spacerowali, jeszcze inni wymyślili lądownik, czyli pojazd, który zaniósł Armstronga i Aldrina na powierzchnię. Kolejni myśleli, co zrobić, by bezpiecznie sprowadzić ich na Ziemię. Następni projektowali skafandry i plecaki z powietrzem. I tak dalej, i tak dalej – mama zakończyła wyliczanie.

Chciałabym kiedyś spotkać kogoś z tych ludzi. Na pewno opowiedzieliby mi mnóstwo ciekawych historii, a ja bardzo lubię słuchać. A może spotkam kiedyś prawdziwego astronautę…?

– Neil i Buzz nie byli jedynymi ludźmi, którzy spacerowali po Księżycu – dodała mama. – Po nich było jeszcze sześć wypraw, w tym jedna nieudana, ale o niej opowiemy ci innym razem. Łącznie na Księżycu było 12 osób. Przywieźli dużo zdjęć i sporo księżycowych skał do badań.

Hmmm, to brzmiało znajomo.

– Tak, takich jak meteoryty – uśmiechnął się tato zamykając okno. – Od czasu do czasu, bardzo rzadko, meteoryty z Księżyca spadają na Ziemię. A jeden kawałek księżycowej skały zebranej przez astronautów z Apollo 11 jest też w Polsce, w planetarium w Olsztynie. Pojedziemy tam kiedyś.

Zaczęłam robić się śpiąca i oparłam głowę na ramieniu taty. Czułam, że tato kładzie mnie w łóżeczku, a mama przykrywa mnie kołdrą. Usłyszałam jeszcze tylko, jak tato mówi do mamy: Orzeł wylądował. Mama zaśmiała się cicho i zamknęła za sobą drzwi. Znowu zostałam sama.

Tej nocy byłam na Księżycu. A może tylko mi się to śniło…?