Mijający rok wynagrodził nas wyjątkowo urokliwą i łagodną jesienią. Ponure, deszczowe dni zdarzały się rzadko, a temperatury były czasami bliższe wiośnie niż jesieni. Tak przynajmniej mówią moi rodzice, ponieważ ja jestem jeszcze zbyt mała – to dopiero moja druga jesień…

Mama mówi, że zima nie bardzo ma ochotę do nas zawitać. Dzisiaj śnieg trochę poprószył, ale szybko zniknął z pól i znowu jest na nich zielono. Jest jednak nadzieja – podobno jutro, czyli w czwartek 22 grudnia zacznie się zima. Tato mówi, że będzie to dokładnie o 6:30 rano. Wierzę mu, bo ma swoje sposoby na sprawdzenie. Niektórzy będą jeszcze smacznie spali, ale ja mam zamiar obudzić się co najmniej pół godziny wcześniej i tak długo wołać „mami, tati” z łóżeczka, aż któreś z rodziców wstanie, by się mną zająć. Muszę zdążyć usiąść na nocniku, umyć zęby i przebrać się z piżamki w codzienne ubrania, by punktualnie o 6:30 stanąć przy oknie i zobaczyć, jak nadchodzi Pani Zima.

Tato opowiada o tym, że nadejście zimy i każdej innej pory roku da się dokładnie obliczyć i przewidzieć. Jednak cały czas podkreśla przy tym:

– To kalendarzowa zima, Bereniko, albo inaczej astronomiczna. Śnieg i mróz mogą przyjść nawet kilka tygodni wcześniej, albo spóźniać się tak jak w tym roku. Pokażę ci to na komputerze:

– Słońce to ta jasna plamka. Różnokolorowe linie pomagają astronomom zorientować się, w którym dokładnie miejscu na niebie świeci Słońce. Ta czerwona linia na drugim rysunku to ekliptyka – droga, po jakiej Słońce przesuwa się wśród gwiazd. Ale Słońce nie wędruje sobie gdzie chce i jak chce – może iść tylko po ekliptyce. Przechodzi ona przez dwanaście znaków Zodiaku, ale o tym opowiadałem ci jakiś czas temu. Pamiętasz? – tato spojrzał na mnie pytająco.

Kiwnęłam głową.

– To dobrze – tato uśmiechnął się z zadowoleniem i pogłaskał mnie po głowie. – W tym roku 22 grudnia dokładnie o 6:30 rano Słońce znajdzie się w takim miejscu, że astronomowie będą mogli powiedzieć: „właśnie zaczęła się astronomiczna zima”. Internet wypełni się doniesienami o tym niezwykłym fakcie, a ludzie znowu będą narzekać, że śnieg, że zimno, że ponuro, że aby do wiosny…

– I kto tutaj marudzi? – spytała mama, szczypiąc tatę w bok i puszczając do mnie oko.

– Jak zwykle ja – westchnął tato. – Może poukładamy puzzle?

Zsunęłam się z krzesła i pobiegłam do półki. Zabawa – to lubię najbardziej!

Żebym tylko jutro nie zaspała… Koniecznie muszę zobaczyć Panią Zimę :)