Wczoraj – 12 października – minęło dokładnie 15 lat od chwili, gdy wraz z tatą obserwowałem częściowe zaćmienie Słońca. Było późne sobotnie popołudnie, staliśmy kilkadziesiąt metrów od drogi wzdłuż trawiastego lądowiska Aeroklubu Wałbrzyskiego w Świebodzicach – moim rodzinnym mieście. Niebo było zachmurzone, ale wiatr co chwilę przeganiał chmury pozwalając nam cieszyć się niezwykłym widowiskiem.

Wypstrykałem całą kliszę fotograficzną Super 100 „renomowanej” firmy Nippon. Zdjęcia wyszły całkiem udane jak na moje mniej niż skromne doświadczenie w astrofotografii – były to wszak moje absolutne początki w astronomii obserwacyjnej i fotografowaniu nieba. Zdjęcia wykonywałem „z ręki” za pomocą zestawu Zenit 12S i teleobiektyw Tair 3S z ogniskową 300 mm. Całość była dość ciężka, dlatego radzieccy konstruktorzy wymyślili, że trzeba ją mocować na uchwycie przypominającym do złudzenia karabin. Gdy składałem się czasami w plenerze do „strzału”, wyglądało jakbym strzelał z naprawdę grubej rury… :)

Zdjęcia miałem wywołane już w niedzielę w zaprzyjaźnionym zakładzie fotograficznym. Oto jedno z nich, w małej rozdzielczości (data na nim odpowiada dacie publikacji zdjęcia na stronie WWW, a nie dacie wykonania):

Od tej pory na moim koncie odnotowałem jeszcze kilka podobnych zjawisk: sześć całkowitych i jedno częściowe zaćmienie Słońca oraz około dziesięciu zaćmień Księżyca. Po węgierskim zaćmieniu w 1999 r. całkowite zaćmienia Słońca stały się moją największą astronomiczną pasją i pretekstem do egzotycznych, dalekich podróży: trzy razy do Afryki i dwa razy do Azji.

A teraz mam jeszcze własne przenośne planetarium… W nadmuchiwanej kopule mogę pokazać dzieciom i dorosłym dowolne zjawisko na niebie, w tym zaćmienia, budząc w nich astronomiczną pasję. Jestem z tego powodu szczęśliwy i dumny :)

Ciekaw jestem, kiedy Berenika obejrzy na prawdziwym niebie swoje pierwsze zaćmienie Słońca. Może w Afryce w listopadzie 2013 roku…?